Pułapki nastawienia na osiągnięcia

Tu mógłby się znaleźć jakiś kontrowersyjny tytuł w stylu „jak próby PL MT zabijają relację z psem i radość z życia?”, ale nie aspiruję do tworzenia tabloidów 🙂

Ciekawość, koncentracja, odprężenie, uczucie „flow”, zaufanie, radość, satysfakcja.
Komunikacja, płynność, lekkość, zrozumienie, fascynacja, duma.

Frustracja, złość, smutek, rozczarowanie, żal, niepewność, rozgoryczenie.
Sztywność, napięcie, konflikt, ocena, nieporozumienia.

A Tobie który zestaw częściej towarzyszy przy okazji tropienia?

Wiele opowiadam o tym, jak tropienie zmieniło moje życie na lepsze.
Jak stało się poligonem doświadczalnym do poznawania siebie, psa, z którym żyję, ludzi, z którymi trenuję.
Nasz klub to – w zależności od okazji – zbiór nieco szalonych pasjonatów, sprawnie działający zespół, a nawet swego rodzaju grupa wsparcia.

Czy w takim razie wystarczy zacząć sportowo/rekreacyjnie ćwiczyć mantrailing, by odnaleźć magiczne porozumienie ze swoim psem i grupą?
Nic z tych rzeczy!

Zainspirowana przez niedawne rozmowy z Pauliną (@) i Olą (@) – dzięki, Dziewczyny! – postanowiłam przyjrzeć się nieco bliżej temu, jak to się dzieje, że są zespoły, które dzięki tropieniu wspinają się na wyżyny synergii i takie, dla których tropienie stało się gwoździem do trumny.

Mantrailing jako jedna z aktywności węchowych zyskał na popularności w czasach, kiedy jako opiekunowie psów zaczęliśmy odkrywać, jak wielkie znaczenie ma dla psów używanie nosa. Po czasach powszechnej „zajawki” na naukę psich sztuczek (gdy okazało się, że można to robić „na wesoło”, a nie bezpośrednim przymusem), odkryciem stało się, że można przekazać psu inicjatywę i odkrywać jego niesamowite możliwości. To była gigantyczna lekcja pokory dla psich przewodników. Uczyliśmy się, jak mało wiemy o psach i o tym, jak działają. Z fascynacją obserwowaliśmy ich sposoby rozwiązywania problemów i wykorzystywanie zmysłu, który sami mamy bardzo słaby.

„Co może pójść nie tak?” – myślałam naiwnie, kiedy za sprawą Drakkara, swojego pierwszego springera, wsiąknęłam w tę aktywność po całości, podporządkowując jej całe życie prywatne i zawodowe.

10 lat później mogę powiedzieć, że bardzo wiele!

Mantrailing, koniec końców, to sport jak każdy inny. Można odnaleźć w nim przestrzeń do rozwoju i zbierania wspólnych dobrych doświadczeń z psem, a można spłonąć jak pochodnia na stosie własnych ambicji.

Im dłużej żyję z psami, tym bardziej doceniam czas spędzony z nimi bez celu i planu – spacery, wygłupy, czułości. Czy nadal tropimy? A i owszem! Czy wciąż jestem tak bezkrytycznie zachwycona mantrailingiem jako lekiem na całe zło? Niekoniecznie.

Czas na obnażenie pułapek, czyli… naszych, ludzkich słabości!

Grzech 1: porównywanie się do innych. Mierzenie osiągnięć wynikami, zamiast doceniania zmiany, która zachodzi w nas w relacji z psem (np. tego, że zaczynam widzieć, co robi i jakie emocje za tym stoją).

Grzech 2: stawianie sobie nierealistycznych celów. Jasne, mamy program szkoleniowy – uporządkowany i wystandardyzowany na bardzo wielu zespołach. Kluczem do wchodzenia na kolejne poziomy wtajemniczenia jest jednak elastyczność i dopasowanie stawianych kroków do potrzeb i możliwości.

Grzech 3: przerzucanie odpowiedzialności na psa. Jeśli chcemy zmieniać relację na lepszą, musimy zacząć od zmieniania siebie w tej relacji!

Grzech 4: niezrozumiałe, niejasne oczekiwania. W treningu i życiu z psem musimy być fair. Nie wymagajmy tego, czego nie wytłumaczyliśmy. Zakładanie, że dla psa coś jest oczywiste, bo sami mamy jakieś wyobrażenie na ten temat, to przepis na katastrofę. Warto spojrzeć z perspektywy psa: czy nasze komunikaty są aby na pewno spójne (w danym momencie i w dłuższej perspektywie)?

Grzech 5: windowanie poprzeczki w nieskończoność. Wrzucenie na głęboką wodę to znacznie pewniejszy sposób na traumę, niż na budowanie solidnych umiejętności. Motywacja bierze się ze zrozumienia zadania i powtarzalnych sukcesów. Zdarza się, że pies nie radzi sobie z prostym zadaniem? Warto rozebrać je na części pierwsze i wprowadzić od podstaw. Nie wymagajmy czytania pełnymi zdaniami bez znajomości alfabetu!

A jakie są Twoje największe tropowe grzechy?

Jak wobec tego czerpać z mantrailingu wszystko, co najlepsze, a może nawet skutecznie zaliczać próby tropowe?
Przede wszystkim z radością i spokojem!

Póki nie odnajdziesz w sobie ciekawości do wspólnego odkrywania aktywności z psem, będziesz się frustrować, a frustracja odbije się na Twoim psie i Waszej relacji.

Planując treningi szukamy takich ćwiczeń, które są wykonalne dla danego zespołu (dobrze czytasz! nie dla psa, ale dla Was obojga!) – takich, które pozwalają kolekcjonować sukcesy, dobre emocje, spokój, pewność i bezpieczeństwo we wspólnym działaniu.
Poprzeczkę podnosimy tak, by karmić ciekawość i przesuwać granice możliwości, stosownie do potrzeb i charakteru obu końców linki (każdy pies i każdy człowiek to inna osobowość!).

To nie jest wyścig o przysłowiowe złote gacie, tylko droga, która pozwala człowiekowi odkrywać, czego musi się nauczyć, żeby pozwolić psu rozwinąć skrzydła. I jedno jest pewne – pierwsza na tej liście jest pokora!

Kompetencje tropowe to nie tylko technika, ale też przygotowanie mentalne (głównie przewodnika, ale również psa), taktyka wspierania psa w razie potrzeby i praca zespołowa. Każdy z tych fundamentów zaczyna się w domu. W momencie, w którym zadajesz sobie pytanie: co lubisz w psie, z którym mieszkasz? Takim, jakim jest, nie takim, jakim chcesz go wykreować!