
“Nie o to chodzi by złowić króliczka…”, czyli o tym, jak fetyszyzujemy znajdowanie pozorantów i o tym, że w tropieniu wcale nie (zawsze) chodzi o znalezienie człowieka.
“Mój pies tropi ludzi” – to brzmi dumnie… ale czy naprawdę musi ich znajdować?
Wyobraźmy sobie kilka scenariuszy.
- Pies obawia się ludzi, ale tropienie sprawia mu radość (albo przynajmniej ulgę). Idzie więc po śladzie z werwą i zaufaniem do własnego nosa, pochłonięty wciąganiem kolejnych zakrętów, z lekkością mierzy się z przeszkodami, które w codziennym życiu byłyby nie lada wyzwaniem, po raz pierwszy od dawna chętnie przejmuje inicjatywę, widać jak “rośnie” rozwiązując kolejne zapachowe łamigłówki, aż wtem…zza krzaka wypada na niego szczerze podekscytowany pozorant, przejęty swoją rolą, nie szczędząc głośnych pochwał. Mózg psa zalewa kortyzol, łapki po omacku szukają drogi ucieczki, cała radość z tropienia pryska jak bańka mydlana.
- Pies broni zasobów: czuje się niepewnie podczas posiłków albo po prostu ma bardzo silną chęć posiadania np. ulubionej zabawki. Sunie po śladzie jak maszyna, świetnie rozumie kontekst zadania i wie, że gra toczy się o stawkę, o którą warto zawalczyć. Z dużą energią dopada do obiecanej nagrody, przejmuje ją bez cienia wahania, aż tu nagle pozorant zalany entuzjazmem przesuwa się w stronę pojemnika z jedzeniem. Spożywanie przysłowiowego pasztetu już nie jest zasłużoną konsumpcją domykającą zainscenizowany łańcuch łowiecki, lecz nieprzyjemną rywalizacją. Ten człowiek na końcu śladu w ułamku sekundy staje się zagrożeniem i siewcą dyskomfortu.
- Pies dobrze toleruje towarzystwo obcych osób, ale nie przepada za nadmierną wylewnością ze strony ludzi. Beztrosko porusza się po zapachu, zadowolony z tego, że grupa trzyma się z tyłu, zajęta obserwacją lub dokumentacją video. Z chęcią pokonuje kolejne przeszkody, skrzyżowania i zmiany nawierzchni. Wszystko idzie jak po sznurku, na końcu czeka satysfakcjonująca nagroda – ulubione przysmaki w dużej obfitości. Zadowolony z konsumpcji pies chce skierować się na zasłużony odpoczynek do samochodu, gdy jakieś obce ręce zaczynają pacać go po głowie, jego uszy zalewa fala hałasu, a ruch blokują ramiona porywające go w objęcia. Ta otrzymana parówka już nigdy nie będzie taka sama – od dziś stanie się zapowiedzią niechcianych zniewag.
Umówmy się – znalezienie pozoranta jest często większą nagrodą dla przewodnika i… samego pozoranta, niż psa! Z mojego doświadczenia wynika, że psów, które naprawdę lubią bliski kontakt z obcymi ludźmi jest garstka. Trochę więcej jest tych, które są po prostu przyzwyczajone do ludzi. Jest też dużo więcej, niż nam się wydaje, takich, dla których nagłe zderzenie z człowiekiem jest (w różnym stopniu) dyskomfortem. Są i takie, które człowiek, gdy zachowa się nieprzewidywalnie, może po prostu przerazić.
Załóżmy więc na chwilę, że sensem tropienia jest szukanie ludzi (po śladzie zapachowym), nie zaś – znajdowanie ich. Tropienie może sprzyjać rozwojowi relacji i komunikacji między psem i przewodnikiem, może wspierać budowanie pewności siebie psa, generalizację różnych umiejętności, habituację bodźców, inicjatywę/samodzielność psa. Może też sprzyjać lepszemu radzeniu sobie ze stresem czy oswajaniu lęków. Może, ale nie musi. I tu właśnie jest pozorant pogrzebany.
Wróćmy do wcześniejszych przykładów. Najczęściej w głowie przewodnika psa odnalezienie pozoranta oznacza sukces i nagrodę samą w sobie. Niepokojąco często doszukujemy się również radości psa tam, gdzie jego zachowanie wskazuje na nerwowość, nadmierną ekscytację, czy próbę rozładowania napięcia. Ten “wesoły” pies, który “cieszy się” ze znalezienia pozoranta, to czasem pies zestresowany. Ok, bywa tak, że frajda z tropienia koniec końców okaże się silniejsza i pies będzie dalej tropił, mimo powtarzalnego dyskomfortu. Bywa też tak, że z treningu na trening będzie tropił coraz słabiej, a cała grupa będzie zachodzić w głowę dlaczego, “skoro tak się cieszy za każdym razem na końcu śladu”. W skrajnych wypadkach ta “radość” bywa po prostu wyrazem ulgi i odreagowania po zakończeniu zadania skojarzonego z nadmierną presją.
Najlepszym wskaźnikiem psich emocji na śladzie (w tym na jego końcu) jest dla mnie zawsze jego zachowanie (i wnioskowany na jego podstawie nastrój) po zakończeniu zadania. Jeśli pies jest rozluźniony, “uśmiechnięty” (ale NIE szalenie radosny!), chętnie przebywa w pobliżu przewodnika i/lub grupy, wszystko jest w nim “miękkie” (ruchy, wyraz pyska) – jestem spokojna, że zadanie było dobrze dobrane do jego możliwości. Jeśli pies (powtarzalnie) po śladzie “zrzuca” stres: biega w kółko, kopie dziury, tarza się, skacze po grupie, łapie ludzi zębami, reaguje nerwowo na bodźce z otoczenia – było za trudno. Nie zawsze trudnym “elementem” jest ten “ostatni element”, czyli pozorant, ale bywa i tak! O tym właśnie jest ten wpis!
Najczęstsze “problemy” z pozorantem:
– zmuszanie psa do pobierania nagrody od pozoranta (wiele psów woli nagrodę od przewodnika, zwłaszcza, jeśli na końcu śladu planujemy wygłupy i zabawę),
- nagradzanie zbyt blisko pozoranta (pies powinien być całkowicie rozluźniony podczas spożywania nagrody lub obnoszenia się ze zdobyczą – zabawką)
- zaskakujący wygląd pozoranta (ciemne okulary, kaptur, wystawanie zza krzaka lub innego obiektu, nienaturalna pozycja)
- nagłe zmiany zachowania pozoranta (wybuchy entuzjazmu, nagłe wyjście z kryjówki – zwłaszcza prosto na psa itp.)
- rywalizacja z pozorantem (o zabawkę lub pojemnik z jedzeniem – często nieuświadomiona przez pozoranta)
- dotykanie psa przez pozoranta
Generalnie pozorowanie to bardzo poważna misja! Jeśli nie zostaliście poinstruowani inaczej – im bardziej neutralnie się zachowacie, tym lepiej 🙂
Czasami mam wrażenie, że im bardziej “terapeutycznie” podchodzimy do tropienia (chcąc “oswoić” psa z ludźmi), tym gorzej! Presja przewodnika, instruktora lub grupy na to, że pies MA POLUBIĆ LUDZI to początek końca tej “terapii”.
Cały potencjał tropienia w terapii psów wrażliwych, lękliwych, wycofanych polega właśnie na tym, że to pies decyduje. Pies odzyskuje sprawczość, pies prowadzi przewodnika, pies sam rozwiązuje zagadki (oczywiście zaplanowane na miarę jego możliwości), pies zatrzymuje się w takiej odległości od pozoranta, w jakiej uznał go za znalezionego. Czasami 20 metrów wystarczy. Widywałam psy, które w ciągu kilku treningów zmniejszały dystans nagradzania “przy” pozorancie z 30-40 metrów do metra…właśnie dlatego, że nikt ich do tego nie namawiał.
Jak to mówią po staropolsku: “fighting for peace is like screw*ng for virginity”.
Skoro już przy tym jesteśmy, to na koniec nieśmiało proponuję, że w razie wątpliwości dotyczących bezpiecznego dystansu, zawsze można się…zeszmacić. Dwie metody wykorzystania “szmaty”, czyli sporego przedmiotu przesiąkniętego zapachem pozoranta, działają cuda w przywracaniu radości z tropienia psom, według których byłaby to całkiem fajna rozrywka, gdyby nie ci ludzie na końcu.
- szmata ostrzegawcza – pozorant pozostawia widoczny, spory przedmiot 5-10 metrów od docelowej kryjówki. W ten sposób uczymy psa, że pozorant nigdy nie pojawia się znienacka, zawsze najpierw będą znaki. Zmniejszamy element zaskoczenia, napięcie, które wiąże się z ciągłym zagrożeniem potencjalną obecnością pozoranta za najbliższym krzakiem – rośnie poczucie bezpieczeństwa psa. To on decyduje, czy kończy pracę przy szmacie (oferujemy tam nagrodę), czy jednak życzy sobie interakcji (wtedy nagrodę przy pozorancie podaje przewodnik w odległości, która nie powoduje napięcia psa – pozorant może się też spokojnym krokiem wycofać).
- szmata zastępcza – likwidujemy pozoranta z końca śladu (proszę, nie traktujcie tego zbyt dosłownie!). W miejscu, w którym planujemy zakończyć pracę psa, pozostawiamy przedmiot pozoranta (np. dużą bluzę, kurtkę), uważając na to, żeby nie wyglądała zbyt strasznie (umówmy się, że płaszcz powiewający na gałęzi w ciemnym lesie to nie jest dobra opcja!). W początkowej fazie nauki dobrze jest urwać ślad na szmacie, tj. zabrać pozoranta z końca śladu samochodem (zamknięte okna i obieg powietrza!). Można też pozostawić pudełko z jedzeniem na szmacie, co powinno zatrzymać psa i dać nam czas na pochwalenie go w porę.
Nie lękajcie się! Zabranie pozoranta z końca śladu wcale nie zmniejsza szansy na oswojenie psa z ludźmi – wręcz przeciwnie 🙂 Pies wciąż buduje dobre skojarzenia z ludzkim zapachem, za to bez ryzyka zebrania złych doświadczeń w interakcji.
Jeśli macie jakieś spostrzeżenia związane z “trudnymi” zachowaniami pozorantów lub ciekawe przypadki z treningów – podzielcie się w komentarzach! 🙂
