
Znasz to uczucie, kiedy tygodniami, a nawet miesiącami płyniecie z psem na fali sukcesu, aż w końcu przychodzi TEN trening, na którym wszystko jest nie tak?
Pies ociąga się wchodzac do auta, nie chce z niego wysiąść i tylko odwraca głowę na widok “ulubionych” smaczków?
A może rusza do pracy i po kilku metrach zaczyna zajmować się wszystkim, tylko nie zadaniem?
Jakie emocje się wtedy pojawiają? Złość, frustracja, rozczarowanie? Wymierzone w psa? W siebie? Może w trenera?
Spod ziemi wyrastają setki domniemanych “winnych”. Przypadkowy przechodzień, który pechowo znalazł się za blisko; dziecko na hulajnodze; własna grupa, która nagle jakoś podejrzanie głośno rozmawia. Może nawet odnosisz wrażenie, że wszyscy śmieją się z Ciebie pod nosem.
Spokojnie, dla każdego z nas kiedyś nastapi koniec świata, ale jest pewna szansa, że to jeszcze nie ten moment! 😉
To tylko regres! UWAGA! Nie naciskaj, bo wybuchnie.
W tropieniu, podobnie jak w każdej innej rekreacji (czy to z psem, czy bez) zwykle zależy nam na tym, żeby za każdym razem nam się chciało – w końcu robimy to dla przyjemności. Stabilna motywacja i powtarzalny poziom tzw. “wykonu”, czyli – całościowo – prezentowanie wyrównanego, wciąż rosnącego poziomu kompetencji, to cel, dzięki któremu mamy i przyjemność i satysfakcję i mierzalne postępy w dłuższej perspektywie.
Żeby móc sobie ten cel nieco zoperacjonalizować (znaczy rozebrać na części pierwsze i uczynić realnym), stosujemy rozmaite kryteria treningowe. Możesz je sobie zwizualizować jako takie suwaki poziomu trudności dla różnych elementów występujących podczas treningu. Przykładowo, kiedy chcesz przećwiczyć pracę na odłożonym śladzie (przesuwasz w górę kryterium trudności w obszarze odłożenia), “wyciszasz” rozproszenia i układasz ślad w bardzo spokojnym miejscu. Tym samym ograniczasz zakłócenia, które mogłyby wpłynąć na rozumienie zadania przez psa – tworzysz warunki do tego, żeby nagrodzić ten aspekt, na którym aktualnie ci zależy.
W dłuższej perspektywie trening oznacza takie manipulowanie kryteriami, żeby zarówno pies, jak i przewodnik mogli przesuwać granice swoich możliwości, bez utopienia się wskutek skoku na głęboką wodę w worku zawiązanym węzłem gordyjskim. Innymi słowy: czasem dla sukcesu trzeba się trochę upocić, ale jak jest ciągle pod górkę, po grudzie i z wiatrem w oczy, to każdy rozsądny organizm w końcu uzna, że milej jednak zostać pod kocem w domu.
No dobra, mamy więc motywację i kryteria, a co z tym regresem?
Regres pojawia się wtedy, kiedy system jest przeciążony. Zarówno człowiek, jak pies nie samym treningiem żyją. Roboczo podzielmy więc przyczyny regresu na te, związane bezpośrednio z treningiem i na te, które są z nim niezwiązane.
Dla porządku: regresem nazywam tu obniżenie poziomu wykonania zadania, zarówno w obszarze motywacji (pies wygląda, jakby mu się nie chciało), techniki (pies nie radzi sobie z rozwiązaniem zadań, które zna i robił wielokrotnie), jak koncentracji (pies próbuje z energią podejść do zadania, ale rozpraszają go nawet najmniejsze bodźce).
To ten moment, w którym masz poczucie, że twój pies się uwstecznił.
Najczęstsze przyczyny niezwiązane (bezpośrednio) z treningiem:
● choroba, zmęczenie, stres
● presja przewodnika
● nadmierna presja otoczenia (zmiana warunków, wyjątkowo trudne warunki)
● emocje psa i/lub przewodnika (wzajemnie zależne)
Chciałabym tu zwrócić szczególną uwagę na aspekt zdrowotny i przeciążenie stresem, bo każdy z tych punktów jest materiałem na osobny wpis :).
Zachęcam do konsultowania z lekarzem każdej nagłej zmiany w zachowaniu.
Jednorazową niedyspozycję często tłumaczą zatrucia, pospolite stany zapalne (np. ucha) lub lekkie nadwyrężenia w układzie ruchu.
Jeśli niechęć do aktywności, którą pies wcześniej podejmował bez wahania, przedłuża się w czasie, może to oznaczać (wymieniam z własnego i trenerskiego doświadczenia, ale na pewno nie jest to pełna pula!): problem z tarczycą, problem z trzustką, chorobę odkleszczową, grubszy problem ortopedyczny (np. zwyrodnienia kręgosłupa, które powodują dyskomfort podczas pracy w szelkach).
Po wykluczeniu przyczyn stricte zdrowotnych, warto zrobić przegląd wydarzeń i aktywności z tygodni poprzedzających regres. Przeprowadzka? Rozstanie z partnerem? Jakaś większa awaria? Zmiana godzin pracy? Nowe zwierzę w domu? Pojawienie się dziecka w rodzinie? Zmiana samochodu, którym pies jeździ na treningi? A może jakieś dłuższe wycieczki? Bardziej intensywne spacery? Stresująca wizyta w lecznicy?
Pies narażony na silny lub długotrwały stres “nie ma głowy” do zajmowania się nauką nowych rzeczy. Czasami odpowiedzią jest po prostu (!!!) odpoczynek. Rutyna, dużo snu, spacery w spokojnych miejscach i szlaban na treningi (nie tylko tropowe, ale każde!) przez jakiś czas.
Wśród przyczyn związanych z samymi treningami najczęściej widzę następujące:
● negatywne doświadczenie związane z pracą/pozorantami
● niewystarczająco atrakcyjne nagrody
● nuda
● brak zrozumienia kryteriów zadania przez psa/przewodnika
● zbyt szybkie lub zbyt długie podnoszenie poprzeczki
● podnoszenie poprzeczki w zbyt wielu obszarach na raz
● brak powrotów do podstaw, które klarują poszczególne elementy zadań
Słowo daję, że jeszcze żadnemu doświadczonemu zespołowi nie zaszkodził powrót do “podstawówki” i/lub robienie łatwych śladów w miłym terenie tylko i wyłącznie dla przyjemności.
Jeśli więc twój pies mówi “dość”:
- po pierwsze, oddychaj, to nie koniec świata
- po drugie, oddychaj i zrób przerwę (w danym momencie, a może i na dłużej)
- po trzecie, sprawdź, czy poza samym treningiem wszystko ok
- po czwarte, wróć do podstaw – upewnisz się, czy twój pies dobrze rozumie poszczególne elementy zadania, utrwalisz je, wzmocnisz
- po piąte (tak! oddychaj!) pamiętaj, że robisz to dla przyjemności
Czasem lepiej zrezygnować z treningu i postawić na spacer lub drzemkę z psem, niż buksować w bagnie – wszyscy wiemy, że to nie kończy się dobrze!
